Obserwatorzy

czwartek, 24 września 2015

Moje słoneczniki

Witam cieplutko Miłe Panie :)

Na początku chciałabym nieskromnie przypomnieć o moim Candy, może jeszcze ktoś się skusi na te moje kurzołapacze  ------->  rozdawajka 

A ja dzisiaj chciałabym się pochwalić też co zrobiłam dla siebie, nie powiem żebym była zadowolona w 100% ale tak na 80% na pewno, Chciałam coś na czas jesieni postawić sobie w kuchennym oknie- i oto mam -


Kwiatuszki na łodygach umieściłam w doniczce, ale jakoś tak strasznie wydała mi się "łysa", że w końcu zapakowałam ja w jutę, ozdobiłam wstążeczkami i bardziej mi to wszystko współgra.

A tutaj jeszcze bardziej szczegółowe fotki





Przyznam się Wam, że najbardziej jestem zadowolona z tylu moich słoneczniczków, i bardzo dobrze, bo tył widzę od strony kuchni, a przód niech sobie oglądają sąsiedzi chodzący uliczką ;)

Na koniec dorzucę jeszcze foteczki mojego skrawka ogrodu, bardziej jesienny, chociaż...na jesień to jeszcze nie wygląda



Teraz biorę się do znoszenia mirabelkowych dżemów do piwnicy...  Miało być ich kilka a wyszło kilkanaście. Do tego z resztek mirabelek, brzoskwiń i dodatkiem mrożonych wcześniej jagód powstało kilka słoiczków wieloowocowych dżemów. 

Dostałam owoce pigwy, i teraz nie wiem co z nimi zrobić :( Muszę poszperać w sieci, może trafię na jakiś przepis. 

Pozdrawiam cieplutko!!!

Ps. Dziękuję za odwiedzinki, za komentarze, buziaczki :*


środa, 23 września 2015

Naiwność a może głupota...

Witam serdecznie. Dzisiejszy post planowałam napisać w niedzielę, ale mi się zeszło...

Tytuł jaki dzisiejszej notce na blogu nadałam może się wydawać dziwny, ale jak napiszę...zrozumiecie ;)

Całą ta historyjka zadziała się dzięki, a może przez mojego męża.

Że On miewa dziwne pomysły,  wypaczone poczucie humoru, to wiem o tym doskonale, koloryzuje fakty, czasem wymyśla nowe. Sama niekiedy dałam się nabrać, ale chwila zastanowienia, i moje myśli wracały na właściwy tor rozumowania, i co najwyżej się uśmiechałam pobłażliwie.

Będąc tam w Holandii nie jedną historyjką uraczył współpracowników, i to nie tylko tych polskiego pochodzenia. Zawsze mnie dziwiło, ze mu wierzą, ale to co się wydarzyło ostatnio przebiło wszystko  co mógł kiedykolwiek wymyślić, i w co mu kiedykolwiek ktoś uwierzył.

Adrian (mój mąż) pracuje przy produkcji materacy między innymi. Pracują tam też panie które szyją na te materace powłoczki. Mają nici na szpulach. Adrian jedną taką szpulę kiedyś mi przywiózł, jeszcze z nićmi, a niedawno dowiedziałam się, ze  są bardzo dobre jako rączki przy produkcji bukietów, bo bardzo kształtem przypominają mikrofony florystyczne.

Więc tak w trakcie rozmowy z nim kiedyś wspomniałam, ze jeśli by taką szpulę znalazł, pustą, bo nici mi nie potrzebne mógłby mi przywieźć.
 Zanim dokończyłam zdanie, on już pobiegł do owych Pań i powiedział, ze potrzebuje takie pozostałości po niciach.

Miłe panie obiecały uzbierać i mu dać. I uzbierały, dostałam 6 takich "rączek" ...
Niestety przekazując mu uzbierany dla mnie łup zapytały po co mu to w ogóle. Adrian jak to Adrian.
Zamiast normalnie powiedzieć co z tego bedę robiła, odpowiedział im, ze bedzie sobie robił kiełbasę, i właśnie w te tuby będzie nakładał mięso, na chudym trzonku będzie flak i w ten sposób będzie miał właśną wędlinę
Powiedział, zabrał szpule, wrócił do domu, jak wiecie zajął się remontem...i wyjechał...
Rozmawiam ja sobie z nim spokojnie po jego wyjeździe na skype, jak tam w pracy itd a tutaj nagle ktoś do niego przyszedł... Nie rozłączył się, więc byłam świadkiem całej rozmowy...

Otóż do mojego męża, przyjechały zapłakane koleżanki, i wyrażając zadowolenie z faktu, że wreszcie wrócił, dodały, że czekają na niego juz tak długo, bo on im do końca nie wyjaśnił jak się tą kiełbasę robi, i w sumie zmarnowały juz 5kg miesa...

Nie muszę chyba pisać, co w tamtym momencie poczułam, nie wiedziałam śmiać się czy płakać, co o nich myśleć, bo czegoś tak głupiego już na prawdę dawno nie słyszałam. Nie wiem czy autentycznie takie głupie, by uwierzyć w pierwszą lepszą wypowiedzianą przez faceta bajeczkę, czy tak naiwnie łatwowierne?
A Może jedno i drugie?? Do dzisiaj się zastanawiam. One zaś podobno są bardzo obrażone, i nigdy już ani jednej szpulki nie dostanę ;) I reasumując przez mojego męża ja jestem stratna w materiałach do bukietów, a panie nie zjedzą własnej kiełbaski, nie wspominając o straconych 5 kilogramach kulek szynkowych  :D


Zmieniając temat chciałam wspomnieć, że drobiazgi ode mnie poleciały na aukcję

Dla Kacperka

Wysłałam  tylko kilka drobiazgów


Te drobiazgi pokazywałam już wcześniej. Tak na szybko dorobiłam tylko spinkę-kokardkę


Żałuję tylko że to wszystko zostało wystawione razem, i szczerze wątpię czy znajdą się chętni :(

Mam Wam też do pokazania moje inne dzieło, takie dla mnie, ale nie będę Was dzisiaj zamęczała już. 
Znikam do jutra... Dziękuję za odwiedzinki, za komentarze jeszcze bardziej dziękuję. 

Pozdrawiam !!!


poniedziałek, 21 września 2015

Uciekła mi niedziela...

Nawet nie wiem jak i gdzie, zgubiłam niedzielny dzień :( I brakuje mi go teraz, jakoś doliczyć się nie mogę, wręcz się czuję zagubiona...
 Jak na chwilkę usiadłam rano do wstążek to ta chwila trwała cały dzień. Dzieci ugotowały obiad, posprzątały, zrobiły kolację, posprzątały, a ja tak przedłubałam cały dzień, nic mi nie szło, płakać mi się chciało, wstążki nie chciały słuchać, nożyczki wypadały z rąk,  gubiłam igły, a nitki się plątały, ale  oswoiłam bestię przełykając łzy, zaciskając zęby co by nie wyrażać na głos miotających mną uczuć i... zrobiłam.
Filiżanka już poleciała do szwagierki, i mam nadzieję ze się chociaż trochę spodoba.

Rano zrobiłam  jeszcze jako takie fotki, bo nawet dzisiaj telepało mnie na widok tego niesfornego stworka






Dekoracja filiżanki też nie należała do najłatwiejszych, bo klej na gorąco po wyschnięciu odpadał, ech....dała mi w kość ta filiżanka.

A miałam wczoraj napisać całkiem inny w temacie post.

Mianowicie o moim mężu i jego koleżankach z pracy...

Ale to już chyba jutro, bo dzisiaj ciężko skupić myśli.

Jeszcze odwiedzę Wasze blogi, popodziwiam prace, a później trochę zregeneruję się psychicznie i wracam do wstążeczek, mam nadzieję, że pójdzie mi lepiej niż wczoraj. Mam do zrobienia kilka ozdób do włosów a to jest przyjemna praca :D

 Buziaczki i pozdrowionka zostawiam i do jutra :*

sobota, 19 września 2015

Kursik na kwiatka nr 3

Witam cieplutko :) Za oknem słoneczko tak świeci, trudno uwierzyć że już od dawna mamy wrzesień.

Dziękuję za przemiłe komentarze jakie zostawiacie, za odwiedziny , za zapisanie się na moje candy, a tych którzy jeszcze tego nie zrobili zapraszam  na moją rozdawajkę .

Tak sobie pomyślałam, że przy tak spokojnej sobocie w ramach relaksu zrobię kursik na kolejnego kwiatuszka ze wstążek.

Mam nadzieję, ze kwiatuszek Wam się spodoba, a kursik okaże na tyle czytelny, że postanowicie kiedyś z niego skorzystać.

Dzisiaj kwiatuszek będzie taki-


Może wygląda bardzo skomplikowanie, ale jest prosty do zrobienia, o czym się za chwilę przekonacie.

Potrzebujemy jak zawsze kliku rzeczy-


Ja przygotowałam wstążeczki o szerokości 5 cm oraz 4 cm w dwóch kolorach, ale moze być też wstążeczka 3 cm, 2,5 cm, wiadomo im cieńsza tasiemka tym mniejszy kwiatuszek, a im szersza tym większy ;)

Zaczynając robić kwiatka, nie odcinamy odpowiedniej długości za pierwszym razem wstążki, odwijamy kawałek i zaczynamy składanie jej tak jak na poniższych fotkach-

wstążeczka ma szerokość 5 cm








Tak pospinana wstążeczka wygląda od spodu-



Jak widzicie nie jest to trudne, trzeba pamiętać tylko by w miarę równo składać wstążkę, a w razie niepowodzeń pierwszych się nie zrażać.




Teraz dopiero kiedy całość jest już pospinana, odcinamy nadmiar wstążki.

(Wtedy można też rozpiąć, zmierzyć ile nam tej wstążki wyszło i zapamiętać na przyszłość, chociaż ja wolę nie mierzyć i szykować na wymiar,  lepiej niż coś zostanie i odciąć, niż ma zabraknąć.)


Teraz zaczynamy fastrygować brzeg powstałego kwadratu, mocną nitką


Gdy już całość jest obszyta, wyciągamy szpilki


I zaczynamy ściągać nitkę




Wykańczamy, żeby nitka nigdzie nie uciekła, i w ten sposób mamy naszego kwiatuszka


Z tasiemki o szerokosći 4 cm wyjdzie nam mniejszy kwiatuszek-



Do środka kwiatka należy coś włożyć, mogą być gotowe gałązki, koraliki, perełki, co kto ma. Można zrobić samemu, tak jak ja zrobiłam, kawałek drucika, trzy koraliki i mamy-



Wkładając mniejszego kwiatuszka w większego powstanie nam takie coś-




Do takich kwiatuszków przydałyby się też listki. Pokaże Wam też od razu jak je zrobić.

Ten będzie do kwiatka większego-

Wstążeczkę o szerokości  4 cm, tniemy na kawałki długości 8 cm


I znów składamy, i zszywamy tak jak poniżej pokazałam







Może być ich więcej, ja przykleiłam tylko dwa-



Do mniejszego kwiatuszka zrobimy inne listki ;)

Tym razem tasiemka o wymiarach 5x5 cm




Nitkę zaciągamy lekko, tak by powstałą nam wewnątrz  wnęka w którą wklejamy naszego kwiatuszka -


No i to by było na tyle. Mam nadzieję, ze nie zagmatwałam bardzo.
Dorzucam też filmik według którego ja nauczyłam się szyć ten wzór kwiatków-







Ja te kwiatuszki wykorzystałam już kilka razy przy powstawaniu moich prac-






A tutaj  jeszcze jako ciekawostka :) Moja poniższa choinka powstałą z tych listków-






Strasznie przydługi ten tutorialowy post, ale mam nadzieję, ze Komuś się przyda.

Pozdrawiam cieplutko !!! I udanego popołudnia i wieczoru życzę :*

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...