Obserwatorzy

środa, 15 czerwca 2016

Ku przestrodze ...

Witam Was serdecznie. Dzisiaj napiszę co mnie ostatnio spotkało, nikomu takiej sytuacji nie życzę. Dowiedziałam się, że niestety takich zdarzeń w naszym kraju jest coraz więcej, dlatego postanowiłam opisać moją historię.

Zacznę może od początku.
Jak wiecie byłam w Holandii. Dokładnie w dniu dziecka wieczorem moje dziewczyny zadzwoniły z wiadomością, ze przyszło do mnie pismo z policji.

Nie musiał nikt podpisywać, list zwykły, nie polecony, pomyślałam, że zapewne chodzi znów o psa.

Kazałam im otworzyć i się zaczęło...

Przeczytały mi, że jestem wezwana 9 czerwca na przesłuchanie w miejscowym posterunku policji jako osoba podejrzana z art 278 kk1

Zdenerwowałam się od razu, bo już samo podejrzana mnie przyprawiło o szybsze bicie serca, ale jak dopiero przeczytałam co to za paragraf... trafił mnie grom z jasnego nieba, aż dziwne że ja to przeżyłam. Człowiek to ma jednak wytrzymałość psychiczną  jakiej się nawet po sobie nie spodziewa.

Zapewne nie wiecie jak i ja wiedziałam co taki paragraf oznacza- to Wam skopiuję bo co mam tłumaczyć -

Artykuł 278 Kodeksu karnego
§ 1. Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
§ 3. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. 
§ 4. Jeżeli kradzież popełniono na szkodę osoby najbliższej, ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.
§ 5. Przepisy § 1, 3 i 4 stosuje się odpowiednio do kradzieży energii lub karty uprawniającej do podjęcia pieniędzy z automatu bankowego.



Tak więc jak już od ryczałam swoje, jak wywrzeszczałam się na ile ściśnięte gardło pozwoliło, odpaliłam laptopa, weszłam na internet i zaczęłam szukać wszelkich informacji. Przede wszystkim wiedziałam, ze nigdy w życiu nikomu niczego nie ukradłam, nie zabrałam ani celowo, ani w żartach, ani przez myśl mi coś takiego nie przeszło. Bezwiednie też nie, bo przecież bym się zorientowała, że mam coś cudzego, to bym oddała. A ja nic!!! Ani teraz, ani w młodości, ani w dzieciństwie, nawet do sąsiada na jabłka z innymi nie chodziłam, bo się bałam że mnie złapią, co przy moim ogólnym "szczęściu" miało pewne uzasadnienie. Szukałam informacji, czy to może być pomyłka, ktoś się pomylił, mam być świadkiem, a napisali podejrzana.

Niczego takiego nie znalazłam, podejrzana to podejrzana, wręcz przeciwnie nawet, policja wysyła że w charakterze świadka, nawet jak podejrzewają, żeby delikwenta nie zniechęcić i przyszedł dobrowolnie.

Więc opcja pomyłki odpadła...

 Ja szukałam informacji dalej, podstaw takiego podejrzenia, Adrian szukał mi busa do domu.


Chyba cały ten paragraf znam na pamieć, sprawy o kradzież, wyroki, ile za co....absurd gonił absurd, a ja się bałam coraz bardziej. Dowiadywałam się po znajomych, czy coś wiedzą, nic, a jak ktoś coś mówił, to ja byłam tylko gorzej załamana.

Wróciłam do domu, szukałam dalej, nic mi to w sumie nie pomogło. Przetrwałam ten tydzień, i  jeszcze szczęście, ze to przesłuchanie miałam rano o 8.00 bo przecież wstać , chociaż i tak nie spałam, ale wstać, i czekać ileś tam godzin, to już by chyba ponad moje siły było.

A powiem że przerobiłam w myślach wszystko, że może kiedyś nie zapłaciłam rachunku za prąd, ale odpadało, przecież dostała bym zwyczajnie upomnienie. Jakieś rachunki czy opłaty też, ale i tak  to inny paragraf- sprawdziłam, i musiałabym nie płacić chyba rok albo i zapewne dłużej.

A ja płącę normalnie i się nie uchylam od opłat.
I nie wiecie jak to jest, kiedy człowiek wie że nic nie zrobił, a o coś go oskarżają, to co powiedzieć, jak się bronic??? nic do głowy nie przychodzi, kompletnie nic, albo znów za dużo myśli, a taka sprawa to może być wszystko.

Koniec końców nic nie wymyśliłam, trwałam w ogólnym amoku, poszłam na to całe przesłuchanie, nawet wcześniej bo już w domu wysiedzieć nie mogłam. Na szczęście nie musiałam czekać do 8 , pani policjant zabrała mnie do pokoju przesłuchań i pyta czy ja wiem o co chodzi.

Jak wiadomo nie wiedziałam, co też nie omieszkałam wyznać.
Powiedziała mi, ze jestem oskarżona o kradzież karty bankomatowej i kazała usiąść. Wierzcie, ja już siedziałam, właściwie to się na to krzesło zwaliłam jak kłoda, bo mi się o ile to możliwie zrobiło jeszcze bardziej słabo.

Kazała dać dowód osobisty i pyta, czy 22 stycznia 2016 roku w godzinach popołudniowych robiłam zakupy w biedronce.
No chyba głupszego pytania mi zadać nie mogła, w każdym razie i tak nie wiedziałam, ja nie wiem czasem co robiłam wczoraj, to jak na Boga mam pamiętać czy ja akurat 22 stycznia byłam w biedronce.
Mówię jej, ze nie wiem, na co ona że owszem, rozumie, ze mogę nie pamiętać bo dość czasu minęło- cóż za łaskawca pomyślałam sobie, nawet mi wolno nie pamiętać :/

W końcu jakoś wydukałam czy mi może powie dokładniej o co chodzi, nim ja tutaj wylewu dostanę, bo czułam jak ciśnienie gotuje mi już krew w mózgu, a żyły z nadgarstków  chcą się wydostać na powierzchnię.

No i mówi, ze sprawa wygląda następująco- dnia tego i tego w godzinach tych i tych był pan w Biedronce, sprawdzał stan konta w bankomacie, i zapomniał zabrać z tego bankomatu kartę. Po nim w użyciu bankomatu znalazła się karta moja, co potwierdza bank mój rodzony. Tamtego pana i jego karty mój bank to też jego bank- tak pokazało śledztwo. I śledztwo jak i świadkowie mówią, ze karta tego pana została zabrana przez właściciela mojej karty- czyli kradzieży dokonałam ja! Co dodatkowo potwierdza monitoring. I czy się przyznaję.

Wiadomo , ze się nie przyznaję, w życiu cudzej karty nie kradłam, w dodatku po co mi ??

Czy oglądamy monitoring? Oglądamy!

Włączyła, monitoring , każdy na nim zapierdziela jak mrówki w mrowisku, patrzę- wchodzi do biedronki moja Klaudyna.
Mówię, że weszła moja córka- czy ja w takim razie daję do użytkowania moją kartę, owszem daję, moja i mi wolno. Nie wolno debetowych, moja była zwykła. Co ja akurat nie obchodziło, tylko czy pozwalam- no to pozwalam.

Oglądamy dalej.
Do Biedronki wchodzi łysy gbur. Podchodzi do bankomatu, gmera coś i znika. Nie wiedziałam,  jeszcze że ten gbur to ten którego powinnam dokładniej przyuważyć, z resztą jak przyuważyć, kiedy on chodził jak w starym kinie???

Ludzie wchodzą, wychodzą, łażą, wyłażą, bo jakimś czasie jest moje dziecko. widać jak pakuje zakupy, jak przejeżdza przez drzwi, parkuje wózkiem pod bankomatem, gmera w torebce, gmera w portfelu, odwraca się z kartą, wkłada ją w bankomat, coś tam wpisuje- zapewne pin, wyciąga pieniadze, zabiera kartę, odwraca się- chowa do portfela...i Pani policjant w tym momencie monitoring stop i rzecze- widzi Pani?? chowa kartę tego pana!

Ja że jak tego pana, przecież wyciągała moja, zabrała pieniądze to i kartę chowała naszą. Nie, nie prawda, chowa jego! świadkowie i ten pan potwierdzają.
Mówię, czy można zrobić przybliżenie na ta kartę- nie można.
A na bankomat- czy ta jego karta tam faktycznie została?- nie można.

No to pytam, czy to jest dowód, skoro brała moje pieniądze, moja kartą, z mojego konta, to po co miała chować jego kartę a z moja co zrobiła? Nie wie pani co, i znów, ze przecież widziałam, kartę chowała.

I czy chce widzieć jeszcze raz.
No chcę, ale czy można wolniej.. Przyszedł pan technik, spowolnił monitoring, ludzie szli jako tako zwyczajnym krokiem. No i już oglądamy sama końcówkę, jak to moje biedne dziecko zakupy taszczy, układa w torbach, wychodzi, wyciąga kartę, wyciąga pieniądze, chowa kartę...
- I widzi pani?? chowa kartę...

No chowa, chowa, a co miała wyrzucić??

Świadkowie, ochrona biedronki, łysy gbur wszyscy podobno monitoring oglądali i zgodnym chórem orzekli winę mojego dziecka, więc ja już za wiele do gadania nie mam.  Czy ona pełnoletnia?- no pełnoletnia ona.

Wiec kolejne pisemko, ja jako świadek, dziecko rodzone w charakterze złodzieja, ma przyjść na przesłuchanie. Wywalczyłam zę ze mną, skoro moja karta, i moje dziecko. OK.

Wracałam do tego domu wierzcie mi z mieszanymi uczuciami. Niby ze mnie powietrze uszło, bo się już coś wyjaśniło, ale z drugiej strony jakie wyjaśniło??

Moje dziecko, najspokojniejsze na świecie, jakby widziało cudzą kartę w bankomacie uciekło by stamtąd jak przed rozjuszonym bykiem, no przecież ja znam.

I ze stanu przygnębienia i strachu co to będzie, z wolna przechodziłam w stan furii i złości. Jak mi tak będą dziecko szkalować.

I ciągle mi coś nie dawało spokoju. Nie wiedziałam co.
Każdy pytał co to było, o co chodziło, opowiadałam wszyscy w szoku, no bo po co komu cudza karta?? jeszcze z bankomatu, a ile ta karta tam tkwiła- pytały osoby?

No tkwiła sobie aż moje dziecko zakupy załatwiło tak ok 40 minut. No to jak, pewnie ktoś zabrał Nikt nie zabrał, nikt nie podchodził, widziałam niestety na własne oczy.

No ale ile taka karta może w bankomacie tkwić??
I ruszyło mnie do działania, i telefonu-
 bank rodzony twierdził- że karta tkwi 30 sekund, po tym czasie nieodebraną kartę bankomat wciąga. Rzecz co prawda tyczy się bankomatów ING, jak z innymi nie wiadomo, nie szkodzi- dowie się. Jeszcze się dowiedziałam, że w tym naszym banku za kartę skradziona nie ponosi się kosztów i jest wydawana do 3 dni, kartę zagubioną trzeba zapłacić, i jeszcze czeka się ok 2 tyg, to sobie pomyślałam,  i tu cię ptaszku mamy.

Pomyliło mi się, myślałam, ze w biedronkach stoją bankomaty euronet , nie szkodzi, u nich się dowiedziałam, że karty cudze są siekane na kawałki przy wciąganiu. Siekanie na kawałki przypomniało mi z kolei, co mi spokoju nie dawało. Nie tak dawno przecież mojemu mężowi w Holandii bankomat wciągnął kartę i rozdrobnił na kawałki, bo zamiast ją zabrać odczytywał smsa.

Na koniec dzwoniłam do Planet Cash... i ta sama sytuacja, po 30 sekundach karta zostaje wciągana. Gdyby bankomat się zablokował, moje dziecko nie byłoby w stanie przeprowadzać na nim transakcji, a przeprowadziło co potwierdzi bank. Gdyby pan ja trochę wyciągnął i byłaby luźno bankomat by jej nie pożarł, ale gdyby wyciągnął??? no to wiadomo, że kłamie.

Wyszukałam odpowiednie informacje na temat funkcjonowania bankomatów , nawet kilku , zrobiłam wydruki, żeby nie być gołosłowną, i postanowiłam, że dam to i zaraz biorę adwokata, bo to już chyba każdy  może każdemu powiedzieć i wmówić co chce, i strach do bankomatu podejść. Przy okazji doczytałam, że takich spraw u nas nie mało. i nie tylko kradzieży kart, ale i pieniędzy, przecież bankomat pieniądze też zasysa jeśli się ich nie zabierze. I takie sprawy były opisane w prasie. Ja do prasy pisała nie będę, ani wzywała TV, chociaż by się pewnie należało, bo to już szczyt o co  byle chłystek może posądzić uczciwego człowieka.

W piątek poszłam z tym moim biednym dzieckiem, które mi oddech traciło po drodze, bałam się że zemdleje, jeszcze tam musiałyśmy czekać bo jakaś interwencja w plenerze, w końcu mogłyśmy wejść.

I ja od progu, że jest tak i tak, tego i tego się dowiedziałam, i czy ten bankomat był sprawdzony?

Na to pani do nas, że ona sobie to wczoraj przemyślała, że sprawa jest bez sensu, i że Klaudyna będzie przesłuchana jako świadek, nie podejrzana.
Zapytała czy Klaudyna pamięta, nie pamiętała, nawet nam tego monitoringu nie puszczała, powiedziałam o mężu, dopisała, dała Klaudynie do podpisania, biedna się podpisała jakimś cudem, nie wiem kto to odczyta.
I mówi, ze ona to przekaże prokuratorowi a my możemy sobie już iść, i taka błaha sprawa, to się nawet nie musimy dowiedzieć jak się skończyło, i kiedy.

No myślę sobie, jak to ku..a??? To mnie tutaj do zawału doprowadzają, ledwo zipię, dziecko tłumy ludzi oglądały jako złodzieja?? Jak ma teraz do sklepu iść?? I nerwy stracone, noce nie przespane, i nawet mam nie wiedzieć ze się skończyło??

No to mam zadzwonić za tydzień i ona powie, i do widzenia...

Tak, ze na zakończenie powiem Wam, zobaczycie cudzą kartę gdziekolwiek, pod bankomatem, w bankomacie, na ziemi, róbcie hałas jaki się da, niech Was widzą, i słyszą, bo dzisiaj jak widać oskarżać można każdego o co się chce, i bez ponoszenia konsekwencji, bo w to, ze temu łysemu gburowi coś zrobią, to ja przepraszam, ale nie wierzę!
Tak jak i w to, że palcem nie ruszyli żeby sprawdzić bankomat (pani z Planet Cash takich informacji udzielić mi nie mogła), a karta która jest zastrzeżona ( a łysy ją zastrzegł) nie jest brana pod uwagę w razie konserwacji bankomatu, nie jest zwracana do banku, tylko niszczona i pies z kulawą noga nie trafi co się z taką kartą działo!

KONIEC!

20 komentarzy:

  1. To jest wszystko chore, całe śledztwo musiałaś przeprowadzić Ty!. Od stycznia nasza kochana policja nie popisała się, wystarczyło pomyśleć, myslenie przecież nie boli, ale nie! Po co mysleć, jak można obywatela wezwać, postraszyć, zdrowie zszargać! To przecież Ty poniosłaś koszty powrotu z Holandii! To przecież Ty miałaś nieprzespane noce! Ale w sumie kogo to obchodzi! Sprawę rozwiązałaś i nie usłyszałaś słowa przepraszam i dziękuję :(. Szkoda gadać i tyłek się marszczy na takie państwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas teraz to trzeba być chyba samowystarczalnym, wszystko wiedzieć, wszystko potrafić i nie wiem co jeszcze

      Usuń
  2. Bardzo Ci współczuje takiej sytuacji. Wg mnie myślenie boli - policja powinna wiedzieć, że jak wciągnie kartę to bankomat nie działa, a jak twoja córka wybrała pieniądze to już działał, a podejrzewam że wróżką nie jest żeby znała pin do karty "gbura" skoro wybrała pieniądze. Super, że sobie poradziłaś :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to się chyba liczy ile takich spraw zakończą, o efekty chodzi a nie prawdę czy rangę przewinienia. Wiadomo że takie sprawy najszybciej są załatwiona więc co im tam. Pierdołami się zajmują a prawdziwi przestępcy chodzą po ulicy

      Usuń
  3. Ja pinkolę , ręce opadają, nawet nie wiem co napisać- TULAM, buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też nie wiedziałam co.mam powiedzieć bo to taki absurd że szkoda gadać.

      Usuń
  4. Szok, normalnie szok, co przeżyłaś, to Twoje i nikt Ci nawet przepraszam nie powiedział. Wstyd dla Policji, tak się ostatnimi czasy chwali wykrywalnością przeróżnych przestępstw, ich spadkiem. Odwaliłaś za nich całą robotę, a oni co, nawet nie powiadomią Cię, jak się sprawa zakończy. Tak to jest w tym naszym państwie prawa, gdzie bezprawie jest nawet przez sądy akceptowane, bo ponoć tak stanowią przepisy, nota bene absurdalne. Nie Ty pierwsza udowadniasz, że nie jesteś wielbłądem, który ma twardą i grubą skórę, by to wszystko przetrzymać. Trzymaj się Edytko, nie rozpamiętuj, chociaż wiem, że to trudne, ale szkoda zdrowia dla takich spraw. Dobrze, że opisałaś tę sytuację, ku przestrodze dla innych.
    Buziaki na pocieszenie Wam przesyłam.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu pani liczyła że ja się od razu przyznam i będą mieli zasługi. Tylko o to chodziło. Nawet mi powiedziała co Klaudynie grozi jak się przyzna. I że skoro nie karana to tylko jakaś grzywna czy kurator. A z jakiej racji ma za niewinność mieć w papierach że coś kradła i jeszcze taką głupotę. Bo to nawet nie chodziło o pieniądze.

      Usuń
  5. Koszmar jakiś :(
    Powiem Ci tylko,że znajomy został oszukany na allrgro i zgłosił to na policję, to mu przysłali umorzenie, że nie mogą zidentyfikować personaliów oszusta... więc on sam wystarał się w kilka dni o nazwisko i adres i dostarczył je na policję... tyle w temacie ich działania :(

    A ja byłam jakiś czas temu zgłosić włamanie na stronę internetową szkoły, którą prowadziłam... zgłoszenie przyjmował starszy pan, który ledwo ogarniał pisanie na maszynie i w zasadzie nie rozumiał, co mu zgłaszam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu to już chyba standard. Moja koleżanka w tej biedronce pracuje. Mówi że wynoszą po dwie wódki, monitoring to łapie że omijają kasę, że wychodzą widać jak im butelki wystają zza kurtki a policja twierdzi że to nie dowód. Ta sama zresztą z którą ja jam mam teraz do czynienia.

      Usuń
  6. O Boże, ale miałaś straszne przejścia. Współczuje Ci bardzo. Musiałaś nieźle się o cierpieć i o denerwować.Oby znowu coś nowego nie wymyślili. W szoku byłam jak czytałam Twój post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle mam nerwy. Tylko już teraz innej natury.

      Usuń
  7. Od razu pomyślałam że kartę pożarło. A chwilę później, że to chyba nie pożera skoro policja o tym nic nie mówi....
    Ehhhh
    Ale co przeszłaś to twoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przez te dni domyślania się o co mnie oskarżają, słucha domysłów itd byłam tak skołowana, że nawet nie przypomniało mi się że karta zostaje wciągnięta. A przecież wiedziałam o tym. Ale fakt, oni najpierw sami powinni to wiedzieć, i sprawdzić.

      Usuń
  8. Niestety takie mamy u nas prawo ,że uczciwy człowiek zostanie oskarżony sam nie wie o co, a złodzieje chodzą spokojnie ulicami :)
    Moja znajoma kiedyś parę lat temu znalazła telefon komórkowy, wtedy to było coś i zadzwoniła na pierwszy lepszy nr w tym telefonie , że go ma !Po kilku minutach pan zadzwonił na ten nr i zwyzywał ją od złodziej, a przecież chciała zwrócić ! I wiecie co zrobiła ...wyrzuciła w sedes i powiedziała, że więcej nic nie podniesie co leży na ziemi, a nie jest jej :) I mnie to też radziła....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa!!! Przecież tylko u nas jak Ci się ktoś do domu właśnie, i mu w łeb przynależy to pójdziesz siedzieć a nie on. U nas prawo najczęściej właśnie przestępców chroni.

      Usuń
  9. O matko kochana,słów brak,ja bym chyba złożyła na nich skargę,jak wszystko wyjaśniłaś,to błaha sprawa,a wcześniej to byłaś przestępcą.Żądaj wyjaśnienia do końca i przeprosin,bo jeszcze się okaże,że namącą i jednak Ty,lub Twoja córka będziecie winne,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj miałam już wiedzieć czy się zakończyło i jak i nic. Znów do poniedziałku czekam.

      Usuń
  10. Nie do wiary!!! Bulwersująca sytuacja. Należałoby skargę na nich złożyć. To niedopuszczalne aby tak traktować ludzi. Bardzo Wam współczuję takich przeżyć.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słówko :*

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...