Witajcie Kochani, Kochane :D
Czy ten nowy rok będzie lepszy od minionego?? Oby. I tego "oby" trzeba się trzymać jak rzep psiego ogona.
A ja jeszcze Was ponudzę czymś co już dość dawno mogłam, i powinnam nawet pokazać, ale cóż...czasu ciągle brak.
Pamiętacie może co przywiózł mi mąż jesienią ??? Kto nie pamięta- pisałam o tym TUTAJ
Wiem, ze na zdjęciach wyglądało wszystko super, ale niestety nie można było tego dotknąć, szczególnie właśnie długiego świecznika, czy też pochodni... dłonie w momencie dotknięcia przywdziewały kolor miedzi, zostawał na nich proszek skruszonego metalu zeżartego przez rdzę. Jeszcze trochę i to wszystko by się rozpadło.
A tego na prawdę bym nie chciała.
Po kilkakrotnym ścieraniu, łataniu dziur ( łatanie na siebie wziął Adrian, nie wiem nawet jak to zrobił, ale dziury zniknęły) ponownego ścierania i szlifowania, potem malowania moje cuda dzisiaj prezentują się tak -
Przydałoby się też prostowanie tu i ówdzie, ale zachodziła obawa, ze może popękać i jasny ... coś tam coś tam... trafi wszystko, a ja się chyba zapłaczę.
Więc różne wygięcia, zagięcia zostały, ale może to i lepiej. Ja w każdym razie się ciesze, że mam te cudeńka które szczególnie w okresie świąt , tych migających lampek, świec, tworzą super klimat.
Osobiście wolę migające świecę niż migające choinkowe lampki, ale jeszcze muszę z tym wytrwać do Kolędy...a potem fruu zostaną same świeczki, świeczniki i ogromna ulga, że choinka jest już przeszłością :D Za rok nie ubiorę dopóki nie będę miała takich światełek do zawieszenie które usatysfakcjonują moją skołataną duszę, i oczy, i nie będzie wrzało we mnie i buczało mocniej niż gotująca się w garnku wigilijna kapusta z grzybami i grochem .
Koniec !!!
Teraz tylko gorąco dziękuje za życzenia Noworoczne.
Zostawiam pozdrowienia i uściski dla Wszystkich którzy zaglądają w skromne progi mojego bloga, i żegnam się na dziś z cichutką nadzieją, ze i w tym roku nie zapomnicie wpaść, i chociaż od czasu do czasu zostawić jakieś miłe słówko pod moimi postami.





















