Obserwatorzy

wtorek, 20 października 2015

Przez żołądek do serca...

Witam Miłe Panie :)

Miałam tyle napisać, a teraz nie wiem w sumie co. taki mętlik w głowie, dopiero wróciłam z zastrzyku, leki mnie otępiają, i ciągle śpię. A tyle mam do zrobienia, i wszystko to robię w przerwach miedzy drzemkami, więc wszystko trwa tak strasznie długo. Miałam też inne plany, a znów się posypało. Nie pierwszy raz, więc jak mawiała babcia Pawlakowa z "Samych swoich" -
 Był czas przywyknąć przecież...

Pewnie ten post będzie bardzo chaotyczny więc wybaczcie.

Po pierwsze w PoloMarkecie były takie super malutkie dynie do kupienia, skoro moje smakowały ślimakom, i nie został nawet najmniejszy badylek, to kupiłam ... i zrobiłam sobie a właściwie to nic nie zrobiłam, tylko postawiłam i stoją jako dekoracja.


Przy okazji chciałabym też pokazać całość upominku który poleciał do Danusi, bo nie przyszło mi do głowy, żeby pokazać wszystko, a chyba większość z Was pokazuje całość.


No i teraz.. mąż mnie chyba zabije...

Kupiłam sobie "ciut" drobiazgów. Najpierw duperelki do robótek-


Później kilka wstążeczek-


I jeszcze coś takiego-

W tym worku jest parafina. Były też kupione olejki zapachowe, barwniki i żel parafinowy oraz dwie foremki na świeczki ale juz do zdjęcia nie zostało mi to udostępnione przez dzieci. 
Z parafiny powstały juz pierwsze dzieła moich córek-


No i nie pamiętam juz kiedy, ale na pewno w trakcie robienia zapasów na zimę, pisałam Wam, ze jesli nei kupię w tym roku beczki kapusty kisiła nie będę, no więc będę, a nawet juz ukisiłam-

kupiłam bowiem beczkę i tłuczek odpowiedniej długości, do tego 50 kilo kapusty, ze o marchewce nie wspomnę-


tak, że  kiedy pisałam, ze mam pracę w kuchni, to chodziło mi własnie o wsadzanie kapusty w beczkę.
Tutaj w trakcie ubijania


a tutaj już gotowa - czyli wpakowana cała do beczki i kisi się, wczoraj ją już pierwszy raz odgazowywałam


A jakby mi jeszcze było mało to kupiłam malutki garnuszek kamionkowy, będę kisiła barszcz lub żurek, zimą bardzo lubimy czasem żeby się napić coś ciepłego, będzie jak znalazł, ale jeszcze nie udało mi się z niego skorzystać :(


Piękny jest prawda???

Tak więc jak widzicie, poszalałam, rachunki wywaliłam, ale konto bankowe nie okłamie, więc teraz kombinuję jak tego mojego Adriana odwieźć od morderstwa na mojej osobie, co poniekąd byłoby słuszne i uzasadnione...ale jakie by to jego życie było beze mnie ;)??

Adrian lubi jeść, więc trzeba to wykorzystać, a co za tym idzie trafić przez żołądek do serca...

A co lubi jeść?? Wiadomo jak to każdy Ślązak- kluski śląskie, rolady i modrą kapustę.

I tak sobie zaplanowałam i co?? No i nic. Bo planowałam to na sobotę a okazało się, ze Adrian wraca dzisiaj. Nie to, ze się nie ciesze, ale w razie gdybym się długo nie odzywała, to wiecie Kogo za brak mojej obecności winić ;)

A tak poważnie, to dobrze, ze wraca kilka dni wcześniej.
Jak ja mu nie zrobię śląskiego dania, to Klaudynka zrobi mu chińskie-



Robiła ostatnio specjalnie, żeby moja mama spróbowała, ma wyprawić uroczystość, i zastanawiała się nad jakimś ciepłym daniem, szczęśliwie przypadło jej do gustu i trafiło w kubki smakowe, a to już ogromny sukces, bo moja mama szalenie jest wybredna. 

No i minęło południe, od godziny 9 rano tkwię nad laptopem ( z przerwami niezamierzonymi) ...pobiłam własny rekord w pisaniu posta ...
Miałam jeszcze pokazać kilka drobiazgów które jakimś cudem zrobiłam w ostatnich dniach, ale ja juz jestem znudzona tym pisaniem, Wy czytaniem i oglądaniem, więc chyba czas iść wziąć leki, zanim ciśnienie rozsadzi mi żyły i krew poleci uszami. Takie makabryczne wizje mam od niedzieli >

Jak mi się uda, to w czasie większej przytomności umysłu po komentuję Wasze blogi, ale jeśli mi się to nie uda, to nadrobię przy bardziej sprzyjających okolicznościach.
Buziaczki, papapa !!!


sobota, 17 października 2015

Wyniki Candy

Witajcie Kochane moje w ten sobotni wieczór.
U mnie leje jak z cebra, szaro i buro było od rana. Ciśnienie moje osobiste dzisiaj wariowało, skakało jak ja za młodu na skakance i to chyba z taką samą szybkością nawet, bo już myślałam, że się jednak udam do szpitala, ale poleżałam troszkę powiedzmy, ze w ciszy i spokoju i oto jestem :D

Przede wszystkim dziękuje Wam, ze zechciałyście wziąć udział się w moim Candy.  Przyznam się szczerze i bez bicia, ze miałam pewne obawy, ze nikt nie będzie chciał nic z tego co oferuję... szczęśliwie tak się nie stało.

Jak wiadomo do rozdania przeznaczyłam trzy prezenciki-


Więc trzeba było zrobić trzy odrębne losowania. Dzieci zadowolone, (mniej lub bardziej) stały się kolejny raz losującymi sierotkami ;)

Klaudynka pomogła mi przygotować karteczki z imionami osób biorących udział w Candy (co ja bym bez tej mojej podpory życiowej zrobiła ). 




Najwięcej osób chciało dostać puzderko, ale kilka Pań nie określiło co chce, więc rozłożyłyśmy je (karteczki z ich imionami) na chybił trafił w pozostałe dwie łupinki.

Pierwsze było puzderko-


Klaudynka wyciągnęła karteczkę -



I pudełeczko powędruje do Izabela Hebda



Drugą nagrodę czyli słoneczniki




 losowała Justynka-


Słoneczniki polecą do Etoile


Ostatni stroiczek 


Ostatnią karteczkę losował Kamil, a wylosował Anię



Gratuluje Dziewczyny :)

Poproszę o Wasze adresy na maila - edyta.ow@wp.pl 

Musze jeszcze skompletować kilka przydasiowych drobiazgów dla każdej z Was, ale w ciągu tygodnia przesyłki powinny do Was dotrzeć.

Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim za udział w mojej zabawie. 
Przykro mi zawsze, że nie mogę obdarować każdej Pani. Myśłę, ze jeszcze w tym roku, jak się uda, zrobię kolejną mini rozdawajkę, a jeśli nie w tym, to zaraz na początku nowego roku. Czas pokaże.

Dzisiaj się już żegnam. Wrócę jednak do łóżeczka, bo coś się znów gorzej czuję.

Dobrej Nocy !!!


piątek, 16 października 2015

Nigdy nie mów nigdy...

I powinnam sobie to powtarzać, i powtarzać, i powtarzać... za każdym razem kiedy powiem coś w tym stylu, jak np. już nie będę robiła w tym roku nieświątecznych stroików i świeczników. Pomyślałam, potem moje myśli wyraziłam na głos i zaraz pokarało mnie ;)

No ale odmawiać nie wypada kiedy ładnie proszą, więc zrobiłam, w jesiennej tonacji, Ogólnie jestem zadowolona, mam nadzieję, ze tym którzy go zamówili też się spodoba, a co Wy o nim sądzicie??


Osłonkę na świeczkę  zrobiłam z koralików, dla pewności, żeby nie pękło nic splatałam je drucikiem.
Szczęśliwie się złożyło, ze w takim samym kolorze posiadałam również pól-perełki które akurat wykorzystałam i jakoś mi to dzięki temu spójnie wyszło. Różyczek jest 7, 6 dużych, i jedna mniejsza, do tego kilka listków, innych drobiazgów.

Najgorzej było tym razem z podstawą, jak na złość nie chciały się sklejać poszczególne części, ostatecznie wszystko już dobrze się trzyma.

Dorzucam jeszcze kilka zdjęć z różnych ujęć jesiennego stroiczka







No i to by było na tyle. Mam strasznie dużo pracy dzisiaj, z tym, że takiej kuchennej...ale o tym jutro.
Dziękuję za odwiedzinki, za komentarze, za każde ciepłe słowo. 


Pozdrawiam cieplutko i oddalam się do innych prac.

wtorek, 13 października 2015

Powiedzmy, że o to chodziło...

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu...

Bo cóż więcej pisać, powiedziałam, ze coś zrobię, to zrobiłam- oczywiście mowa  o części carvingowej w Cyklicznych Kolorkach u Danutki

Jęśli to oczywiście można w jakikolwiek sposób nazwać, tym czym chcę to mianować ;)

Śliweczka, winogron, kawałek jabłuszka i oto jest


Oby było to czym być powinno, i szefowa uzna moją pracę twórczą niezbyt męczącą, natomiast wkurzającą (śliwka się rozwijała, i nie chciała stać płatkiem ) za prawidłową, a Stefania nie wypluje tego owocowego tworu ze wstrętem ;)

Dorzucam jeszcze foteczki z innych perspektyw


Dokładam banerek 


I lecę wrzucić śliwkę na pożarcie Stefci.

Miłego wieczorku !!!

Imieninowy świeczniczek

Może zacznę najpierw od podziękowań za odwiedziny, i za komentarze, i za zapisywanie się na moje Candy. A Kto jeszcze tego nie zrobił i miałby ochotę to tutaj można dołączyć.

Teraz o tym co w temacie- czyli najważniejsze.

Kilka dni temu  Danusia obchodziła imieniny. Ja oczywiście nie miałam o tym zielonego pojęcia, mam w rodzinie Danutę, ale świętuje tylko urodziny- jak to zazwyczaj na śląsku bywa.
Kiedy zobaczyłam u Izy, że zrobiła dla Danusi karteczkę, to az mi się głupio zrobiło i słabo... 
Ja od Danusi kartkę na imieniny dostałam a ja jak ta...nie napiszę lepiej kto - nic dla niej nie zrobiłam. 

Podwinęłam rękawy, pełna chęci do pracy,  ale co mi z tego skoro w głowie pustka, na szczęście nie taka bezdenna, bo przypomniało mi się, ze są teraz na blogach Metryczki do wymianek. Więc skorzystałam, przeczytałam jakie Danusia lubi kolorki, i zmajstrowałam zamiast karteczki taki mały upominek.

A skoro e-monitoring pokazał mi, ze przesyłka dzisiaj ( a raczej już wczoraj)  dotarła do adresatki, więc chyba mogę pokazać u siebie co też takiego wysłałam-

Zdjęcia jak to u mnie bywa, z różnych stron, w innych oświetleniach itd. itp.





A tak się prezentował w pełnym słońcu ...kilka dni temu nie przyszło mi do głowy, ze spadnie śnieg :( 


Dorzuciłam kilka przydasi, i pofrunęło wszystko do Danusi. Poczta niestety nie pokazuje czy nie pogniotła i nie zdeptała w drodze, więc mam nadzieję ze doszło wszystko tak jak wysłałam, no iże się solenizantce spodobał mój spóźniony upominek.

Późna pora, czas bym zaczęła się chyba wysypiać, zatem zmykam do łóżeczka, zostawiając pozdrowienia i życząc jeszcze ciepłych i słonecznych dni- sobie tego również życzę ;)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...